Banałem jest stwierdzić, że Holnadia to kraj rowerów, a Amsterdam to raj dla cyklistów.
Chciałabym wam pokazać coś więc...
1. Rowery są absolutnie wszędzie. Zazwyczaj stare, zniszczone, rzęchy. Rowery są niemal zawsze przypięte i to naprawdę solidnymi klamrami/łańcuchami etc. Dodatkowo, w jak fatalnym stanie rower by nie był, ma często "znaki szczególne" (napisy, kolory, zawieszki, itd).
A już absolutnym hitem amsterdamskich ulic są skrznie (plastikowe w stylu" krata browarów" lub drewniane "skrzynka z jabłkami") przyczepione do kierownicy (w miejscu, gdzie każdy inny człowiek, jeżeli coś przyczepia to koszyk O_o).
2. Będąc w Amsteramie widziałam mnóstwo matek z dziećmi. Bynajmniej nie sugeruje, że miasto przeżywał "boom demograficzny" - zwiedzałam w godzinach, kiedy większość dorosłego społeczeństwa ciężko pracuje. Jednak to co mnie szczerze ucieszyło i rozczuliło, to matki jeżdżące z dziećmi na rowerach. Dziecko najczęściej siedzące przy kierownicy, plecami do jazdy, może cały czas podziwiać swoją matkę. Oczywiście i w tym przypadku dziecięce foteliki rowerowe - do koloru, do wyboru... inną alternatywą, są rowery-taczki, z taczkopodobną komorą z przodu. Nie wyobrażam sobie, jak można sprawnie i bezpiecznie na tym jeździć, ale amterdamski matki, dają rady;)
3. Rowerów jest pełno, więc gdzieś muszą się podziewać. Ogólnie są one przypinane tam, gdzie się da, czyli do stojaków, barierek na mostkach, do latarni, innych parkanów, płotów, schodów...ale także są zostawiane na parkingach. Jednym z bardziej imponujących i ciekawych, jest parking znajdujący się przy dworcu kolejowym (wyjście najbardziej na zachód). Czteropoziomowy, przestronny, a i tak zawalony rowerami po brzegi;)
4. Jak już w "pre-poście" wspomniałam: rowery w Amsterdami wrzuca się do kanałów. Nigdzie nie udało mi się znaleźć wytłumaczenia, czemu aż tyle rowerów się wyławia, dlatego tez będę się trzymać mojej wersji: jest to bezpłatny sposób na pozbycie się starego, zardzewiałego, niepotrzebnego roweru;) Bo nie wierzę, żeby aż tyle osób wracając "pod wpływem" gubiło rower spod nóg, czy żeby w Amsteradmie było aż tylu samobójców (rocznie wyławia się kilka tysięcy rowerów!). Nie wnikając w szczegóły - widok imponujący. Setki zardzewiałych, mokrych, brzydkich rowerów na równie brzydkiej barce.Mniami!
5. Amstedamscy rowerzyści, piesi i kierowcy tworzą idealny organizm. Jak powiedział mi pan taksówkarz: Każdy wie, jak się zachowa inny. Kierowca wie jak pojedzie rowerzysta, a rowerzysta wie, jak zachowa się pieszy (parafraza, bo tłumaczone z angielskiego). Oczywiście rowerzyści z uwielbieniem przejeżdżają na czerwonym świetle, bądź między jadącymi z obu stron samochodami:) Jak taksówkarz stwierdził, problemem i zagrożeniem są turyści, którzy naśladują tubylców, jednak nie mają takiego wyczucia terenu, zachowań i zwyczajów. Na szczęście często rower przez nas wypożyczony jest odpowiednio oznaczony -> wypożyczanymi rowerami są często rowery żółte. W skórcie: chcesz szaleć na rowerze w Amsterami? To dopiero po 2 dniach próbuj przejeżdżać na czerwonym.
I dwa słowa na koniec:
- zdjęcia oczywiście mojego autorstwa,
- nie wypożyczałam (póki co) w Amsterdamie roweru, więc nie podam najnowszych sprawdzonych info, ale w przewodnikach i na innych blogach pojawia się zawsze ta sama cena: ok 10 euro (czyli minimalnie mniej niż kupno nowego-starego oryginalnego amsterdamskiego roweru:P).
Kolejne posty na dniach!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz